Monika Kosieniak: Optymistka w każdym calu!

Dla mnie liczy się otwarte serce. Staram się od siebie dużo dawać. Wiem, że im więcej od siebie dajemy, tym więcej do nas z powrotem wraca. Sprawdziłam to na sobie. Karma zawsze powróci!

– królowa naturalnych kosmetyków, mistrzyni w dobieraniu kompozycji zapachów, innowatorka, miłośniczka natury – Monika Kosieniak!

Agnieszka Słodyczka: Miała pani bardzo ciężki start, jeśli chodzi o markę The Secret Soap Store…

Monika Kosieniak, twórca marki Secret Soap i dyrektor generalny producenta kosmetyków Scandia Cosmetics SA: Sama firma, jako producent, czyli Scandia Cosmetics, na rynku jest już bardzo długo, bo 32 lata. Firma po latach świetności postawiła na masową produkcję do hipermarketów, produkowała kosmetyki x-mass z taniej półki i to był duży błąd strategiczny, bo chodziło o najniższą cenę. Jeżeli natomiast na rynku chce się konkurować tylko ceną to jest to schyłek firmy, ponieważ zawsze znajdzie się ktoś, kto da ją niższą. Trzeba się wyróżniać czymś innym, nie tylko ceną. Przyszłam do firmy rodzinnej bardzo późno, bo 10 lat temu. Miałam wtedy duże doświadczenie, którego nabrałam podczas pracy w wielu firmach. Było to dla mnie bardzo cenne, ponieważ poprzednie doświadczenia sprawiły, że lepiej zrozumiałam świat biznesu. Przychodząc do firmy rodzinnej, za namową mojej kochanej babci, zastałam firmę w bardzo kiepskim stanie, niewiele brakowało jej do bankructwa. I to nawet nie był mój start od zera, tylko start z bardzo dużych długów. Musiałam wymyślić nowe działania i sposoby, aby firma wypłynęła na powierzchnię. Tym ciężej było, gdyż panowała już silna konkurencja branżowa w Polsce. Rynek kosmetyczny jest bardzo mocny i jest ogromny wybór. Wymyślenie czegoś nowego, co by się przyjęło, nie było wcale łatwe. W międzyczasie zgłosiło się do nas Opactwo Benedyktynów w Tyńcu i poprosili nas o wymyślenie dla nich mydeł. Zaczęliśmy robić próby z wykorzystaniem naturalnych składników typu miód, zioła, płatki owsiane, czy siemię lniane. Okazało się, że powstały rewelacyjne kostki mydła. Zaczęłam od 5 kostek, klientom się spodobało. I tak się zaczęła cała przygoda naturalnych kosmetyków. Dlatego też po latach wymyślania kosmetyków dla naszych klientów utworzyłam moją markę: The Secret Soap Store.

A.S.: Dzięki pani rodzinna firma odrodziła się na nowo. Skąd u pani tyle determinacji?

M. K.: Zawsze byłam uważana za osobę o bardzo silnym charakterze. Przychodząc do firmy, nie patrzyłam na swoje zarobki, które były wtedy bardzo małe, bo nie było pieniędzy, kierowała mną jednak pasja do pracy. Pasję do tworzenia kosmetyków tak naprawdę odkryłam dopiero będąc już w firmie. Po prostu obudziło się we mnie to, co obserwowałam jako dziecko. W dzieciństwie jeździłam z ojcem po Europie do różnych fabryk, kupowaliśmy nowe linie do produkcji kosmetyków. U nas w fabryce w Niepołomicach często przebywałam w laboratorium z paniami chemiczkami, kosmetologami i uwielbiałam patrzeć, jak mieszają tam różne substancje, składniki i kompozycje zapachowe. Bardzo mi się podobał ten świat zapachów i mikstur. Już w trakcie mojej pracy wiele sił witalnych dodawało mi właśnie wymyślanie różnych kosmetyków, przenosiłam się w bajkowy świat zapachów. Na pewno ta determinacja i obudzona pasja niezwykle mi pomogły. Ale zanim doszłam do stworzenia własnej marki, początkowo w firmie szukałam klientów, którzy by chcieli mieć własną markę, dzięki nam. Jeździłam po uzdrowiskach, hotelach, SPA i „sprzedawałam” im pomysły, podawałam gotowe rozwiązania, które się im bardzo podobały, dlatego też zaczęli się do nas zgłaszać. Te kosmetyki są do dziś produkowane dla  naszych klientów. Od tamtej pory nie odszedł od nas żaden klient, co więcej, coraz częściej poszerzają oni swoje linie kosmetyczne. Mamy z nimi bardzo dobre relacje i cenimy ogromnie taką współpracę. Po latach, kiedy w firmie zaczęło się dziać lepiej, pomyślałam, że nadszedł czas na zrobienie swojej marki kosmetyków. Wspólnie z przyjaciółmi wymyśliliśmy nazwę. Nazwa dlatego nie jest polska, bo już wtedy wiedziałam, że chcę wyjść z moją marką The Secret Soap Store w świat.

A.S.: Czyli duży upór przede wszystkim. Co jeszcze jest potrzebne, by osiągnąć wymarzone cele?

M. K.: Zawsze byłam optymistką, widzącą szklankę do połowy pełną, a nie pustą. Zawsze, w sytuacjach ciężkich i przykrych, które każdemu z nas się zdarzają umiałam wyciągnąć pewną naukę na przyszłość. Absolutnie nie lubię narzekania i użalania się nad życiem. To bardzo przydatna cecha. Nawet jeśli mi coś nie wyjdzie, wyciągam lekcję, aby następnym razem nie powtórzyć błędu.

A.S.: Skąd pomysł na logo tej marki?

M. K.: Dawałam zlecenia różnym agencjom reklamowym, ale przedstawiane propozycje mi się nie podobały. Po trzech miesiącach męczenia się nad logotypem, przyszło mi na myśl serce. Stąd logo w formie serca zamkniętego w zioła. Ten symbol jest silnie zgodny ze mną jako człowiekiem, gdyż zawsze uwielbiałam pomagać ludziom. Ten symbol łączy się z moją osobowością oraz stanowi ideę całego zespołu ludzi. Mam świetną ekipę osób, którzy są bardzo oddani i niesamowicie się nam razem pracuje nad rozwojem The Secret Soap Store. To serce oznacza właśnie wiele ciepła. Przez cały ten czas kiedy tworzę moją markę na swojej drodze spotykam nieprzypadkowych ludzi, z którymi świetnie mi się współpracuje. Wnoszą oni w firmę umiejętności, które uzupełniają moje cechy. Tak było w przypadku Wojciecha Smolińskiego, z którym poznałam się na coachingu, a który jest teraz nieocenioną osobą, zajmującą się finansami w spółce.

A.S.: To, co wyróżnia pani sklepy firmowe to niepowtarzalny wystrój i niezwykle przyjazny klimat…

M. K.: Najpierw myślałam nad dystrybucją produktów mojej marki do sieci marketów kosmetycznych, ale to wiązało się z bardzo dużymi opłatami w tych sieciach właściwie za wszystko, gazetki promocyjne, półki, bonusy roczne, itd. W ekonomii nic nie ginie i takie działania dzieją się kosztem jakości kosmetyków i wieloma ograniczeniami w tworzeniu tego co by się chciało. Dwa lata temu stwierdziłam więc, że stworzę własne sklepy firmowe The Secret Soap Store, żebym mogła tworzyć moje kosmetyki w taki sposób, w jaki ja chcę. Tak się zaczęła nowa „część” marki, czyli budowanie własnych i franczyzowych sklepów. Bardzo chciałam, aby różniły się one od konkurencji i były wyjątkowe. Dlatego wstawiłam do sklepów tężnie solne. Stanowią one niesamowitą atrakcję, ponieważ zakupy u nas stają się zdrowym spędzaniem czasu. Ludzie podczas zakupów zażywają inhalacji  solankowych. Dużo jest klientów, którzy nawet nie kupują, ale przychodzą specjalnie po to, by posiedzieć przy tych tężniach. W większych sklepach mamy zbudowane ławeczki, aby ludzie mogli po prostu usiąść i inhalować się solanką. Wprowadzamy autorskie pomysły, np. peelingi do ciała sprzedajemy w postaci gałek lodów. Często obserwujący z zewnątrz nie mogą się temu nadziwić i myślą, że są to prawdziwe lody. Później wchodzą, widzą duże pojemniki z gałkownicami i dowiadują się, że to peelingi, które mogą kupić jako kosmetyk. Wystrój sklepu jest niepowtarzalny, wprowadziłam elementy surowego kamienia i elementy drzewa, co również daje świetny klimat sklepu, a zapachy kosmetyków niesamowite doznania aromaterapii.

A.S.: No właśnie, zapach odgrywa bardzo dużą rolę…

M. K.: Tak. Ja zawsze byłam wyczulona na zapachy. Jeszcze przed pracą w firmie doradzałam znajomym na przykład co do wyboru perfum. Żyję w świecie zapachów, wybieram sama wszystkie zapachy do moich kosmetyków. Jeśli np. kupujemy we Francji zapach kadzidła, to do firmy przychodzi 30 różnych rodzajów. Jak chcemy zapach kwiatowy, to przychodzi 40 rodzajów kwiatów. Cała filozofia polega na tym, aby wybrać taki zapach, który się spodoba. I udaje nam się to osiągnąć. Klienci zachwycają się u nas zapachami. Nasze kosmetyki są pewnego rodzaju aromaterapią. Ludzie trafiają do naszego sklepu z zewnątrz, idąc po prostu po zapachu. Był pewien epizod w naszej firmie, kiedy z powodu kilku zapytań o kosmetyki bezzapachowe, stworzyłam też i takie, ale nie sprzedawały się kompletnie. Zostaliśmy więc przy zapachach. Produkujemy też świece zapachowe, wprowadzamy je również do masażu. Świece stworzyłam dlatego, że nigdy w sklepach nie mogłam nigdzie kupić dobrej świecy, która pachnie. Naszych świec nawet nie trzeba odpalać, tylko położyć gdzieś i od razu to pomieszczenie wypełnia się niesamowitym zapachem. Zapachy w kosmetykach, czy to w świecach, są niesamowicie cenotwórcze i to dlatego większość produktów na rynku tak słabo pachnie, dlatego te świece, które są w marketach, są tanie i nie dają efektów.

A.S.: Odwiedziłam pani sklep i muszę przyznać, że pani produkty naprawdę są niepowtarzalne i unikalne. Co świadczy o ich wyjątkowości?

M. K.: Nie ukrywam, że wiele kosmetyków zrobiłam dla samej siebie, po to, żebym mogła ich używać. Muszę być z nich zadowolona. Jeśli klient odczuwa to samo, to jestem zachwycona! Przychodzę do naszych sklepów głównie po to, aby mieć bieżący kontakt z klientami. Uwielbiam słuchać ich opinii, dowiadywać się, co sądzą na temat kosmetyków, co mówią. Mają nawet własne pomysły i bardzo często się z nami nimi dzielą. Często realizuję pomysły właśnie naszych klientów. Mamy w sklepach specjalne raporty, gdzie personel zapisuje uwagi konsumenta. Jeśli propozycje się powtarzają, wprowadzam taki produkt. Po to, aby klientom dać to, czego szukają i aby klient poczuł, że jest też współtwórcą naszych kosmetyków. Zawsze wierzyłam w potencjał ludzki. W sklepie wprowadzamy ciepłą i rodzinną atmosferę. W zeszłym roku mieliśmy żywego Mikołaja i ten pan cały czas nas odwiedza, bo tak się z nami zaprzyjaźnił. Sklep cały czas żyje, ciągle coś się dzieje. Wprowadzamy np. produkty sezonowe. Kilka razy w roku zmieniamy całkowicie dekoracje. Przykładowo, dekoracja w stylu „pola lawendowe”: wprowadzamy wtedy całą masę lawendy do sklepów. W zeszłym roku, kiedy głośny był temat jabłek w Polsce, były u nas kosmetyki z sokiem jabłkowym – jako promocja polskości, np. peeling w postaci musu jabłkowego. Mamy bardzo dużo pomysłów. W czasie świąt Bożego Narodzenia nasze kosmetyki pachną piernikami, ciasteczkami. Mieliśmy peelingi z bakaliami, produkty w kształcie pomarańczy, choinek, domków piernikowych, a dookoła leżą mydełka piernikowe. Co więcej, nasze panie z personelu, zdobią je lukrem, tak, jak się zdobi prawdziwe pierniczki.

A.S.: Skąd czerpie pani inspiracje, nowe pomysły?

M. K.: Teraz naprawdę czuję, że mogę rozwinąć skrzydła w moich pomysłach na kosmetyki. Wysoka jakość jest najważniejsza. Ściągamy surowce z całego świata. Mam tyle pomysłów w głowie, że boję się, że ich wszystkich nie zrealizuje! Każda sytuacja w życiu mnie inspiruje, każda podróż, spotkanie z drugim człowiekiem. Jak jestem w restauracji i spotykam pasjonatów gotowania, to przenoszę kulinarne pomysły na kosmetyki. Dużo w produktach używamy surowców spożywczych. Przykładowo, mydło barwimy kurkumą, albo mamy mydełko z drzewem cedrowym i czarnym pieprzem – w męskiej linii. Dodajemy do mydełek kruszone migdały, dodajemy naturalne aromaty, których się używa do pieczenia ciasta. Mamy linię kosmetyków z miodem, która jest pakowana w słoiczki, np. płyn do kąpieli. Ma on konsystencję, kolor i zapach miodu. Oczywiście, dbamy o to, żeby nikt naszych kosmetyków zwyczajnie nie zjadł i nie pomylił z produktami spożywczymi, bo tak się może zdarzyć (śmiech). Dlatego oznaczamy je odpowiednimi grafikami. Podobnie jest z kosmetykami czekoladowymi czy dyniowymi.

A.S.: Jak wygląda proces tworzenia? Jak idea staje się rzeczywistością?

M. K.: Kiedy powstanie pomysł (mój i klienta), to tak naprawdę ten proces odbywa się dość szybko. Mamy ponad 30-letnie doświadczenie w tworzeniu receptur i produkcji kosmetyków i cała ekipa intensywnie pracuje nad tym, żeby coś powstało. Mamy własne laboratorium i własnych chemików, kosmetologów. To są niesamowicie zdolni ludzie. Nie ma dla nich problemu, aby stworzyć receptury kosmetyków, które wymyślam. Rozmawiamy, jak coś zrobić, co wyeksponować, jakie składniki aktywne dodać, itd. Potem powstaje próba, ale my jesteśmy tak dobrze zgrani, że tych prób nie powielamy, bo przeważnie powstaje dokładnie taki kosmetyk, o jakim myślałam. Tak samo jest z grafiką na etykiety, które wymyślam. Współpracuję ze sprawdzonymi firmami. Co do nazwy kosmetyku często korzystam z pomocy znajomych, którzy są też twórczy i bawimy się w burzę mózgów. Tak powstają fajne nazwy.

A.S.: Który produkt cieszy się największym powodzeniem?

M. K.: W konkurencyjnej firmie spotkałam się z kosmetykami z bursztynem. Sprawdziłam skład i okazało się, że z bursztynu tam nie ma nic kompletnie! Może oprócz koloru. Wtedy postanowiłam stworzyć prawdziwą linię kosmetyków z bursztynem, nawiązującą do polskości i naszego morza – Bałtyku. Dodałam tam naturalne składniki z Morza Bałtyckiego, m.in. suszony glon morszczyn. Kupujemy nad morzem kawałki bursztynu i na jednej z krakowskich uczelni mielimy je na pył bursztynowy, który dodawany jest później do kosmetyków. Oprócz tego linia ta cudownie pachnie, to jest jeden z naszych najładniejszych zapachów – „Time for Baltic”. Linia ta dostała nagrodę w 2013 r. – Nagrodę Doskonałości Roku „Twojego Stylu”. Jest jedną z najlepiej sprzedających się linii kosmetycznych. Tak samo jest u nas z kremami do rąk. Są bardzo gęste, ponieważ jest w nich aż 20 proc. masła Shea. Bardzo mocno odżywiają i regenerują. Lata temu spierałam się w laboratorium z chemiczką, która miała 35 lat doświadczenia w robieniu receptur kosmetycznych i mówiła mi, że taki krem nigdy się nie sprzeda na rynku. Była po prostu przyzwyczajona do kremów do rąk, które są delikatną emulsją i pomimo dużego doświadczenia miała swoje mylne przekonania. Mocno postawiłam jednak na swoim. Kremy okazały się największym sukcesem w naszej ofercie. Dobrze sprzedają się też kosmetyki do twarzy typu serum oraz nasze peelingi na gałki.

A.S.: A pani ulubione kosmetyki?

M. K.: Wszystkie testuję na sobie! Chcę mieć takie kosmetyki, których sama mogę używać. Uwielbiam kosmetyki do twarzy. Moim ulubionym produktem jest bursztynowe serum do twarzy z linii bałtyckiej.

A.S.: Jakie dostrzega pani zalety w byciu businesswoman, a jakie wady?

M. K.: Zaletą w prowadzeniu własnego biznesu jest na pewno to, że nie ma ograniczeń we własnym rozwoju i własnych decyzjach. Zakładając, że ma się mocną osobowość i duże ambicje praca dla kogoś powoduje pewne ograniczenia, nie zawsze pozwala rozwinąć skrzydła. Przynajmniej ja miałam takie doświadczenia w poprzednich firmach bo często okazywałam się lepsza od swojego szefa (śmiech). Kiedy on to zauważył, nie pozwolił mi na dalszy rozwój. Sprawdziłam to na własnej skórze. Poza tym, nigdy nie wiadomo, czy np. firma nie zostanie sprzedana lub przeniesiona. Co wtedy? Pracując dla siebie plusem są nieograniczone możliwości… można realizować własne marzenia. Wierzę, że nawet małą firmę można rozwinąć na skalę światową. Natomiast minusem jest większy stres i większe przeżywanie wszystkiego. Im większa firma, tym bardziej odpowiedzialne decyzje. Tak samo jest, kiedy rozwija się dana marka – wówczas pracuje na nią więcej ludzi, za których jest się odpowiedzialnym. Nie można też na pewno odciąć się mentalnie po ośmiu godzinach pracy. To ciężka praca również w weekendy i podczas teoretycznie wolnego czasu. Gdy jednak praca jest pasją i bardzo się lubi to, co się robi, to nawet nie chce się zapominać o pracy. Jak zasypiam, zastanawiam się nad pomysłami, myślę o tym, co nowego mogę zrobić w kosmetykach. Żyję tym 24 godziny na dobę, ale wcale mnie to nie męczy.

A.S.: Czy ma pani wypracowane reguły, które stosuje w biznesie?

M. K.: Jak przyjmuję nowe osoby do pracy, czasami nie liczy się dla mnie nawet ich doświadczenie, ale chęci. To najbardziej cenię i to jest moją regułą. Jak się komuś chce, to poświęcam mu czas i go uczę. Jak ktoś natomiast ma duże doświadczenie, ale mu się nie chce, nie angażuje się, nie rozwija, to szkoda mi tracić czasu na taką osobę. Tak jest ze wszystkim w życiu. Jak chcemy się nauczyć jeździć na nartach i mamy w sobie determinację i wiele chęci, to dużo osiągniemy. Robiąc coś na pół gwizdka daleko się nie zajdzie.

A.S.: Na czym pani zależy w najbliższych latach?

M. K.: Nie zależy mi na tym, aby moje sklepy były wszędzie, czy to w Polsce, czy na całym świecie. Podejmując z kimś współpracę na zasadzie franczyzy, muszę przede wszystkim czuć „chemię” współpracy między nami. Kilku franczyzobiorcom odmówiłam, bo nie czułam pozytywnej współpracy z nimi. Wolę się rozwijać wolniejszymi kroczkami, ale tak, jak lubię i z kim bym chciała. Po dwóch latach mamy już w Polsce osiem sklepów i stale rozmawiamy z nowymi franczyzobiorcami, więc możliwe, że przed końcem roku będzie ich dziesięć. To i tak jest bardzo dużo, jak na tak krótki czas. Zależy mi na wyjściu z koncepcją w świat. Rozwój widzę w Polsce, ale również bardzo mocno za granicą. Pracujemy obecnie nad planem wystawienia się na międzynarodowych targach, w Dubaju, w Bologni czy we Francji. Oprócz tego, prężnie rozwijamy się w sektorze kosmetyki profesjonalnej w SPA. Obecnie na naszych kosmetykach pracują najlepsze hotele SPA w Polsce. Te kosmetyki są tak dobrej jakości, jak najlepsze ekskluzywne światowe marki, lecz w konkurencyjnej cenie, omijamy koszty logistyki i dystrybucji w Polsce. Produkty wysyłane są do klienta wprost od nas z fabryki. Cieszy mnie, jak przyjeżdżam do hotelu pięciogwiazdkowego, który wykonał testy na naszych produktach i jest nimi zachwycony. Nie mamy więc problemu, aby wejść z kosmetykami do bardzo ekskluzywnych miejsc.

A.S.: Co trzeba zrobić, aby podjąć z panią współpracę na zasadzie franczyzy?

M. K.: Pierwszy krok to skontaktowanie się z nami przez formularz na naszej stronie. Później kontakt osobisty, czyli spotkanie z potencjalnym franczyzobiorcą, podczas którego rozmawiamy o koncepcie marki The Secret Soap Store, pomysłach na rozwój, celach, poglądach biznesowych i współpracy.

A.S.: Największym szczęściem dla mnie jest…

M. K.: …mój syn, który ma już 16 lat. Jest wspaniały i udało mi się go wychować na wartościowego człowieka. Szczęściem jest dla mnie również zdrowie. Człowiek zdrowy może wszystko. Ma siłę na realizację marzeń, dlatego zdrowie trzeba szanować. Jeśli się go ma i jest się szczęśliwym, to uważam, że można w życiu wszystko osiągnąć. Szczęście natomiast kreujemy sobie w naszych głowach, to od niej się wszystko zaczyna. Po wielu latach znalazłam również w życiu miłość… prawdziwą miłość.

A.S.: Jakie ma pani rady biznesowe dla naszych czytelniczek?

M. K.: Każdy w życiu ma gorsze i lepsze chwile. Sztuką życia jest wyciągnięcie z tych gorszych chwil, mimo wszystko, dużo dobrego. Na gorszych chwilach można zbudować wiele dobrego, to właśnie takie doświadczenia nas kształtują i dają siłę podążania dalej za swoimi marzeniami. Uważam, że zawsze może być gorzej. Jest to kwestia naszej świadomości i umysłu oraz tego, jak spojrzymy na dany problem. Wszędzie można zauważyć dobre rzeczy i iść do przodu. Nie poddawać się, mieć w sobie dużo determinacji, uśmiechu i miłości. To moje motto. Podchodzić do ludzi z otwartością. Kiedy spotykam kogoś, obojętnie na jakim stanowisku (bo nie ma to dla mnie znaczenia), to liczy się dla mnie otwarte serce. Staram się od siebie dużo dawać. Wiem, że im więcej od siebie dajemy, tym więcej do nas z powrotem wraca. Sprawdziłam to na sobie. Karma zawsze powróci!
Dziękuje również mojemu ojcu za lata dobrej współpracy i wzajemnego wspierania się we wszystkim.

Rozmawiała: Agnieszka Słodyczka

Źródło: sukcesjestkobieta.pl/monika-kosieniak-optymistka-w-kazdym-calu/