Pocałunkoterapia, czyli o pożytkach płynących z namiętnych (i nie tylko…) pocałunków

pocałunki

 

Zanim w Walentynki obsypiecie ukochaną albo ukochanego pocałunkami (i prezentami od Secret Soap) podpowiadamy Wam, że całowanie i przytulanie jest nie tylko szalenie przyjemne, ale i bardzo dobrze wpływa na nasze zdrowie psychiczne i fizyczne. Upragniona bliskość jest dla nas równie konstruktywna, jak ta znienawidzona (np. przymusowe buziaczki dla dawno nie widzianego wuja...) – destruktywna.

W pierwszym odruchu myślimy, że najważniejsze są emocje. W rzeczy samej, te towarzyszące pierwszym pocałunkom pierwszej nastoletniej miłości bywają tak intensywne, że pamięta się je przez całe życie. W pierwszej, romantycznej, fazie związku, czyli wtedy, kiedy jesteśmy po prostu zakochani, każdemu pocałunkowi towarzyszy taki wyrzut hormonów (dopaminy, fenyloetyloaminy, oksytocyny i serotoniny) do krwi, że czujemy się jak na nieustającym rauszu. Konia z rzędem temu, kto potrafi zamknąć w słowach ten stan, w którym mamy wrażenie unoszenia się kilka centymetrów nad ziemią i motyli w brzuchu. Jednak ta gigantyczna nadprodukcja hormonów jest dla naszych organizmów nie do wytrzymania na dłuższą metę. Dlatego mniej więcej po dwóch latach nieustającej euforii, zaczyna do nas docierać, że ta boska istota, którą tak namiętnie obcałowujemy i obściskujemy jest tylko człowiekiem ze swoimi wadami, dziwactwami oraz irytującymi przyzwyczajeniami. To trudny czas w życiu każdej pary, bo przed obojgiem partnerów/obydwoma partnerami/obydwiema partnerkami rysuje się tytaniczna praca związana z dogłębnym poznaniem drugiej osoby. Pocałunki i przytulasy są wtedy może nieco rzadsze, nieco  mniej oszałamiające, ale to właśnie one budują nasze poczucie własnej wartości, sprawiają, że czujemy się ważni i kochani, łatwiej jest nam pokonywać swoje lęki i słabości.

Warto jednak mieć świadomość, zwłaszcza dzisiaj, w dobie pandemii, kiedy musimy zachowywać nieznośny dla wielu dystans społeczny, że także w zwyczajnych czasach są kultury, w których większy dystans między ludźmi i zmniejszone przyzwolenie na dotyk, o pocałunkach nie wspominając, jest codziennością. Do takich kultur należą Chińczycy, Japończycy, Koreańczycy albo Skandynawowie. Pomyślcie tylko: w niektórych miejscach na świecie publiczne całowanie się jest… nielegalne. W Emiratach Arabskich można nawet  za to trafić do więzienia.

Całowanie się ma więc całkowicie wymierny z medycznego punktu widzenia wpływ na funkcjonowanie naszych organizmów. Oddając się tej jakże przyjemnej czynności, sprawiamy, że:

  • wzrasta poziom dopaminy i oksytocyny (hormonów szczęścia i przywiązania) we krwi, dzięki czemu następuje redukcja poziomu kortyzolu (hormonu stresu) i w konsekwencji - redukcja stresu
  • nasz układ odpornościowy pracuje na optymalnych obrotach - wymiany śliny, a wraz z nią wielu drobnoustrojów (80 mln bakterii podczas 10 sekund pocałunku!)sprawiają, że pocałunek może sprzyjać produkcji przeciwciał i zwiększać odporność organizmu
  • alergie stają się mniej uciążliwe: objawy alergii są znacznie bardziej intensywne u osób z podniesionym hormonem stresu i z osłabioną odpornością – a przecież całowanie wpływa i na redukcję stresu, i na poprawę odporności
  • aż 126 mięśni różnych mięśni, w tym 34 mięśnie twarzy, ma podczas całowania darmową gimnastykę – w tym wypadku chodzi nie tylko o to, że całując się możemy uniknąć wiotczenia skóry i powstawania zmarszczek, ale przede wszystkim o to, że rozluźnienie wspomnianych mięśni pomaga zredukować napięciowe bóle głowy i karku, czy napięcia szyjnego odcinka kręgosłupa
  • obniża się ciśnienie krwi – mechanizm działa następująco: w początkowej fazie pocałunku podnosi poziom adrenaliny, serce bije szybciej, a później naczynia krwionośne rozszerzają się, co wraz z działaniem hormonów – o których pisaliśmy powyżej - powoduje obniżenie ciśnienia krwi
  • traci się zbędne kalorie, nie bez powodu zatem pocałunek nazywany jest najprzyjemniejszą dietą odchudzającą na świecie: podczas trwającego minutę, namiętnego pocałunku możemy spalić około 20 kcal, czyli całując się namiętnie przez 20 minut spalimy ich 400 – tyle, ile  zawiera pączek z lukrem, albo: pięć namiętnych buziaków może więc zastąpić 20 minut gimnastyki

W jednym z poprzednich wpisów informowaliśmy Was o tym, że w Tajlandii z okazji Walentynek, organizuje się konkurs na najdłuższy pocałunek. Aktualny rekord należy do pary z Bangkoku, która całowała się przez 58 godzin i 35 minut. To musi być chyba najszczęśliwsza i najzdrowsza para na świcie…

Co najmniej dwa razy w roku – 6. lipca i 28. grudnia – obchodzimy Międzynarodowy/Światowy Dzień Pocałunku. Internet podpowiada, że można świętować też w innych terminach, nic jednak nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy celebrowali namiętne, ojcowskie, anielskie,  francuskie i wszelkie inne pocałunki każdego dnia. Całujmy się więc na zdrowie, tak często jak się tylko da i pamiętajmy, że lęk przed pierwszym pocałunkiem to sprawa całkowicie naturalna. Bywają jednak osoby, które cierpią na filemafobię (filematofobię), czyli paraliżujący lęk przed całowaniem. Na szczęście tego rodzaju zaburzenie lękowe można pokonać, korzystają z terapii.